Tomas Barfod zadebiutował w 2012 roku albumem Salton Sea, wyrafinowaną płytą z muzyką elektroniczną. Sukces debiutu – chwalonego przez Pitchfork, Dazed & Confused i Gorilla vs Bear – z jednej strony zaskoczył Barfoda, z drugiej utorował drogę dla kolejnego albumu Love Me, który podnosząc poprzeczkę, pokazuje zamiłowanie artysty do przygody.
Wykorzystując brzmienia instrumentów smyczkowych i dętych oraz zapraszając do współpracy takich muzyków jak Luke Temple z Here We Go Magic, czy wieloletnią współpracowniczkę Ninę K., stworzył wielowarstwową płytę prezentującą wiele różnych odcieni muzyki tanecznej i elektronicznej.
Zainteresowanie muzyką taneczną Barfoda nie było wywołane wizytami w klubach (to przyszło później), ani żadnym konkretnym wykonawcą, a pewnym dawno zapomnianym filmem. Myślę, że to zaczęło się po tym, jak zobaczyłem bardzo kiepski film na temat muzyki rave z lat osiemdziesiątych. Wczesne fascynacje muzyczne Barfoda z jednej strony obejmowały takich wykonawców jak Goldie, Massive Attack czy Portishead, a z drugiej muzykę trance i techno, zanim zwrócił się w kierunku muzyki house i disco. Te wpływy sprawiły, że jako Tomboy zaczął tworzyć muzykę klubową spod znaku acid disco.
Zanim zaczął komponować własne dźwięki, miał już około dziesięciu lat muzycznego doświadczenia. Jego częścią była gra w zespole WhoMadeWho, który w 2004 roku stworzył z dwoma Duńczykami: gitarzystą Jeppe Kjellberg i śpiewającym basistą Tomasem Høffdingiem (Barfod grał wtedy na perkusji).
Jego nowe utwory są bardziej precyzyjne, określone i mają postać w pełni ukształtowanych piosenek. Zachowując intymną delikatność debiutu i piękne poczucie kruchości, nowy album jest bardziej zuchwały. Co pokazuje już piękny Aftermath, przynoszący pełne rozmachu partie instrumentów smyczkowych. Ten łączący akustyczne i analogowe brzmienia album przynosi wspaniałe partie wokalne zaśpiewane przez Ninę Kinert....... więcej