Gdzieś pomiędzy to miejsce idealne, przestrzeń, w której każdy czuje się komfortowo i wygodnie. Nie trzeba tu podejmować żadnych radykalnych decyzji, nie trzeba się do niczego zmuszać. Można być sobą i czuć się dobrze. W muzyce Mateusza Krautwursta, ta swoboda pojawia się pomiędzy elegancją i luzem, jazzem i muzyką pop, nowoczesną produkcją i brzemieniem retro. Słuchacz, który ma okazję znaleźć się gdzieś pomiędzy, czuje, że jest dokładnie w tym miejscu, w którym zawsze chciał być.
Ta płyta, to także wynik fascynacji muzyką soul, takimi artystami jak Marvin Gaye czy D'angelo. Słychać elementy zainspirowane The Roots, Beady Belle czy Robertem Glasperem. Słychać w końcu nawiązania do najlepszej tradycji polskiej muzyki pop z czasów, kiedy to określenie nie było jeszcze synonimem słowa banał. To że Mateusz pisze i śpiewa po polsku jest zdecydowanie wielkim atutem tego albumu. Jego teksty to opowieść o doświadczeniach młodego chłopaka, który już wie, jak wiele pracy trzeba włożyć we wszystko, co chce się w życiu osiągnąć i utrzymać. I nieważne czy jest to muzyka, czy miłość.
„Gdzieś pomiędzy" to album różnorodny, ale oparty na spójnej koncepcji. Jest nią brzmienie i specyficzne porozumienie, jakie istnieje pomiędzy muzykami. Panowie znają się i grają razem od dawna, jeszcze z czasów zespołu The Positive. Na instrumentach klawiszowych gra Łukasz Damrych, na basie Marcin Pendowski, na gitarach Piotr Kaluta, a na perkusji Łukasz Sobolak. Każdy jest na swój sposób wyjątkowy, każdy coś wnosi, dodaje koloru i smaku kompozycjom, które - w większości - są dziełem samego Mateusza Krautwursta. On także całość wyprodukował. |