muzycy:
Bruce Ackley: soprano saxophone
Steve Adams: alto saxophone
Larry Ochs: tenor saxophone
Jon Raskin: baritone saxophone
Chris Brown: electronics
Nels Cline: electric guitar
Hamid Drake: drums
Fred Frith: electric bass
Carla Kihlstedt: violin, electronics
Rob Mazurek: cornet, electronics
Ikue Mori: electronics
Jenny Scheinman: violin
"Rova Saxophone Quartet w mocno poszerzonym składzie sięga po raz trzeci bodaj (po płytach z 1995 oraz 2005 roku) do coltranowskiego "Ascencion". I znów w tych poczynaniach muzyków Roy wspierają m.in. Fred Frith, Ikue Mori czy Nels Cline. Ale ta wersja, będąca zapisem koncertu z 2012 roku, znów różni się od poprzednich odczytań muzyki słynnego jazzowego saksofonisty.
"Ascension" było spełnieniem coltranowskiego marzenia o absolutnej wolności w sztuce. Ta nagrana z udziałem czołówki awangardy nowojorskiego free lat 60. płyta niosła - jak pisał Joachim Ernst Berendt - "hymniczno-ekstatyczna muzykę o intensywności 40-minutowego orgazmu". Dzieło, które stało się jednym z kamieni milowych absolutnie wyzbytego z rygorów tonalności free jazzu. Porywanie się na nie, to nie lada zuchwały krok. A co mówić o porywaniu się na kolejne nagrania, dokonywane niemal regularnie w dziesięcioletnich odstępach.
Pierwsze dwie realizacje różniły się od siebie - to nagranie dla Black Saintu (1995) to była właściwie próba, interesująca, ale pod każdym względem (artykulacyjnie, interpretacyjnie i wreszcie technologicznie i technicznie) niesatysfakcjonująca. Ta dla Atavisticu (2005) - ostra, rewolucyjna, i - jak pisał jeden z recenzentów "twórcza interpretacja utworu Mistrza. Muzycy, do formuły swoiście skonfigurowanego free-jazzowego big bandu zaadaptowali także współczesne środki i techniki. Łączą tradycję lat 60. z pazurem rozwichrzonego fusion, spuścizną elektroakustyki, elektroniką, noisem. Duży skład, miast chaosem, owocuje cudowną wielobarwnością, wielowymiarowością. Artyści rozgrywają tę gęstwinę dźwięków z wyobraźnią kolorystyczną godną najwybitniejszych dzieł AACM. Kiedy trzeba - trzymają muzykę w ryzach. Innym razem pozwalają jej eksplodować - jednak nawet największa zawierucha układa się we wznoszącą soniczną falę, buchającą emocjonalnym żarem. Podobnie jak u Coltrane'a - to muzyka dostojna i władcza; przejmująca, namiętna i wielce angażująca." ....... więcej