Enrico Pieranunzi (piano)
Mads Vinding (bass)
Alex Riel (drums)
Dostając do rąk taki album jak omawiana "Yesterdays", fan jazzu jest bezsilny. Bowiem konfrontacja ze skończonym arcydziełem zawsze sprawia, że stoimy nadzy i bezbronni. I choćbyśmy podejmowali próby poszukiwań jakiś braków, niedopasowań, rys, to przed uczuciem zachwytu się nie schronimy. Pokochamy i tym samym narazimy się na pewną zgubę, a zarazem na pewne szczęście, bo miłość jest synonimem cierpienia i radości.
Sześć jazzowych szlagierów i jedna kompozycja Pieranunziego tworzą album po prawdzie genialny! Siedem utworów, 66 przykuwających uwagę minut wypełnionych muzyką wykonaną znakomicie przez gigantów europejskiego jazzu, pianistę Enrico Pieranunziego, kontrabasistę Madsa Vindinga i perkusisty Alexa Riela. Każdy z nich był klasą dla siebie.
Pianistykę Pieranunziego cechuje ta subtelna elegancja, która w zderzeniu z unikalną wrażliwością harmoniczną daje zniewalający efekt, nawet tam, gdzie pianista daje się ponieść fali natchnienia i porwać urokom uskrzydlonej fantazji stan jego ducha nie jest nigdy egzaltacją, ale wyraża cichą, zadumaną melancholię.
Styl Alexa Riela cechuja unikalna dla perkusistów wrażliwości i dyskretność, co stawia ich w jednym szeregu z obok takich gigantów jak Max Roach, Tony Williams, Joe Morello czy Art Blakey.
Basista Mads Vinding o bardzo wyrazistym brzmieniu, operuje na tym samym poziomie, co Charles Mingus, Ray Brown, i Ron Carter.
Cała trójka ma po prostu charyzmę, Mads Vinding i Alex Riel nie mają kompleksu akompaniatora, ten zarejestrowany w audiofilskiej jakości koncert daje rzadką okazję do uchwycenia momentów, gdzie kończą się interpretacje standardów, a gdzie inwencja instrumentalistów idzie tak daleko, że powstają nowe kompozycje. Poza ulotną płynnością muzycznej narracji i doskonałym timingiem, jest w niej zawarta niespotykane lekkość i inwencyjna bezpretensjonalność pomysłów. Co ważne, żaden z muzyków nie stosuje żadnych „polepszaczy smaku”. Tylko w pełni uksz....... więcej