muzycy:
Peter Van Huffel: alto saxophone
Roland Fidezius: electric bass, effects
Rudi Fischerlehner: drums
Krytycy piszący o ich poprzednich albumach określali ich mianem "power trio", podkreślając przy tym rockową energie ich brzmienia. Trzeci już album w dorobku grupy Gorilla Mask nie przynosi rewolucji - dalej określenie to jest prawdziwe, ale to trochę mało mówić dwa słowa o muzyce tria, która naprawdę może powalić na kolana.
Na poprzedniej płycie wszystko oparte było na bluesie - tak naprawdę każdy z utworów miał bluesowy rytm i timing. Tutaj nie rezygnują z tego zupełnie, ale stylistyka grania tych bluesowych akordów jest już zupełnie inna od tej znanej choćby z bluesowych klubów Chicago, jak też ulega formalnemu pokomplikowaniu. Przefiltrowana przez bardzo współczesną wrażliwość, zapatrzona w dokonania Johna Zorna, który jak nikt inny chyba mógłby być patronem tego nagrania. To przecież on, nikt inny trawestował żydowskie tematy czyniąc z nich raz jazz, raz easy listening, raz rock, innym razem hard core i metal. To samo z bluesem robi trio Kanadyjczyka Petera Van Huffela, masakrując po drodze wszystkich niedowiarków i wątpiących. Do tej pory nie sięgało jednak do różnych stylistyk, ale konsekwentnie miażdżyło potęgą brzmienia swojego małego składu. Teraz jednak szuka przetasowań i sprawia, że muzyka nabiera mniej linearnego charakteru. Nie ma w tym też nużącej jednostajności - muzycy są niezwykle zgrani i dzięki temu nie ma tu chwili przestoju, i monotonnego łupania. Sięgnięcie po efekty i przetworniki brzmienia przez basistę dodatkowo poszerza możliwości brzmieniowe grupy, rozpięte aż po ścianę dźwięku niczym z noise'owych realizacji.