Rafał Księżyk (Aktivist, recenzja z Anteny Krzyku 2/2003):
Yo La Tengo "Nuclear War EP"
Yo La Tengo "Summer Sun"
Wydana w końcu 2002 roku Ep'ka z coverami legendarnego utworu Sun Ra to nietypowe, ale też najlepsze wydawnictwo Yo La Tengo. Zespół doskonale odnajduje się w bieżącej atmosferze przywołując zimnowojenny protest song o bombie atomowej, w którym sędziwy wizjoner awangardy jazzu zaadaptował poetykę rapu. "It's a motherfucker/ Don't you know/ If they push that button/ Yo ass gotta go". "Co zrobisz gdy urwie ci dupę? - plemienny rap pyta wprost językiem ulicy. W 1981 roku materiał ten odrzucił koncern Columbia i wydały go w częściach punkowe firmy z Europy. "Nuclear War" trafił na 12'' Y, postpunkowej brytyjskiej wytwórni związanej z Pop Group i Slits. Albumowa edycja całego materiału pojawiła się dopiero w ubiegłym roku w barwach "Uheard Music Series" Atavistic. Wizja coveru "Nucelar War" wyłaniała się w ciągu kilku miesięcy podczas koncertów zespołu. W rezultacie mamy cztery różne jego wersje. W pierwszej Yo La Tengo odrzucili gitary na rzecz perkusjonaliów i plemiennej radości grania. Groove i wokale call & responce ciążą w stronę nowojorskiego groovy punka, szczególnie w wersji drugiej z kwaśną linią electro basu i dziecięcym chórem zawodzącym: "Promieniowanie, mutacje". Istny parkietowy kiler. Jest też wariacja freejazzowa zrealizowana ze śmietanką lokalnych improwizatorów oraz miks Mike Ladda, tuza undergroundowego hip hopu. Tegoroczny album "Summer Sun" to już powrót do indie rockowych klimatów, którymi stoi zespół. Płyta budzi mniej emocji, aczkolwiek z pewnością podtrzymuje dobrą passę zespołu. Całość utrzymana jest w podpowiedzianej przez tytuł leniwej i onirycznej letniej atmosferze. Gitarowe struktury zostają wplecione w gęstą tkankę brzmień - współtworzoną przez dyskretną, przestrzenną elektronikę i perkusjonalia, same zaś gitary zakręcają w stronę hawajsko-surfową. Indie na plaży. "Let's Be Still" 10-minutowe opus magnum tej....... więcej