muzycy:
Kenny Wheeler: Flugelhorn
Pete Churchill: Conductor
Ray Warleigh: Alto Saxophone 1
Duncan Lamont: Alto Saxophone 2
Stan Sulzmann: Tenor Saxophone 1
Julian Siegel: Tenor Saxophone 2
Julian Argüelles: Baritone Saxophone
Henry Lowther, Derek Watkins, Tony Fisher, Nick Smart: Trumpets
Dave Horler, Mark Nightingale, Barnaby Dickinson: Trombones
Dave Stewart: Bass Trombone
Diana Torto: Vocals
John Taylor: Piano
John Parricelli: Guitar
Chris Laurence: Bass
Martin France: Drums
Po pierwsze, album „The Long Waiting“ powinien nazywać się raczej „The Great Longing“. W ślepym teście można strzelać rok produkcji między, powiedzmy, 1975 a 1996, czyli po – zdaje się ostatecznym – przejściu mainstreamowej fali w bigbandowym poszukiwaniu. Po drugie, ta muzyczna tęsknota dosyć dziwnie sytuuje się wobec silnej obecności nowoczesnej, niezawodnie uwodzącej melodią oraz frapującej kompozycjami i aranżami Marii Schneider. A może jednak mainstream is not dead?
Bez dwóch zdań, Wheeler zgromadził znakomitych wykonawców. Kompozycje znajdują miejsce na trio lub kwartet, dzięki czemu ukazują rzemiosło i liryzm członków bandu. Bo, tak, jest to płyta do głębi liryczna. I nawet jeśli orkiestra wprowadza bezdyskusyjny element rozrywkowy, to o uczuciach przypomina bezustannie wspaniały wokal Diany Torto lub jakaś przepyszna wypowiedź dęta lub gitarowa. Nie wszystkie utwory są nowe, można więc też poobserwować, jak sprytnie lider wplótł je w nową całość. Tak, Wheeler jako kompozytor pozostaje silny. Nieraz grał w dużych składach i udało mu się już w przeszłości kierować własnym big-bandem, toteż aranżacje dużych składów nie są mu obce. Przez wiele lat swojej bytności na scenie parał się różnymi odmianami jazzu i bez wątpienia można stwierdzić: gdy ten muzyk zabiera się za pisanie, nie ma mowy o przypadku.
Muzyka na tej płycie jest melodyjna, kwiecista, bujna, gęsta, ale równocześnie zwiewna. To świetna orkiestra w stylu Glenna Millera czy Stana Kentona, choć to oczywiście trochę naciągane porównanie, bo Wheeler ma mocny własny styl od dawna, chodzi tu raczej o pewien klimat. Jeśli miałabym określić, komu ten album przypadnie do gustu, powiedziałabym, że wielbicielom niezbyt zakręconego jazzu środka, ładnych melodii, soczystych bigbandowych wybuchów i świetlistych solówek. Do jej posłuchania zachęcam fanów – oczywiście Millera i Kentona – a także rodzimych gwiazd: Urszuli Dudziak i Anny Mar....... więcej