Nieoczywisty tytuł płyty angielskiego pianisty ukazuje dwie strony artystycznej osobowości Johna Taylora. Tę najbardziej intymną, cichą i introspekcyjną, w przeciwieństwie do bardziej żywiołowej, gorącokrwistej, ale przy tym bardzo pogodnej. Czy to są tytułowe "dwa umysły" Taylora? Warto przekonać się samemu.
Dość regularna ewolucja dziewięciu utworów, mających różne zabarwienie emocjonalne zdaje się potwierdzać to założenie. Do tej samej refleksji prowadzą enigmatyczne słowa z liner notes jego autorstwa. Nie jest też przypadkiem, że Taylor mówi o "dwóch umysłach, czy ma to być nagranie solowe, czy w duecie?". Albo, gdy używa słów "równowaga", "czas" i "grać (w tym samym czasie)".
Kolejnym zaskakującym rozwiązaniem jest użycie dwóch fortepianów, aby te "dwa umysły" idealnie się zazębiały, nakładały i do siebie pasowały. Można więc rozkoszować się zgadywaniem i odkrywaniem, w którym momencie tej opowieści jesteśmy, od długiej trzyczęściowej suity "Ambleside Suite", po kończącą płytę ellingtonowską "Reflections In D".
Solowa płyta Johna Taylora, założyciela słynnego tria Azimuth, jednego z najbardziej osobnych pianistów jazzowych w historii gatunku, jest niczym morze skrywające farę koralową, tyle tutaj bogactwa pomysłów, melodii i namysłu. Warto zatracić się w nutach Johna Taylora, aby rozgryźć tytułowe "dwa umysły", o czym opowiadają, skąd pochodzą i dokąd prowadzą. Przeszłość i teraźniejszość. Tradycja i innowacja. Oryginalność i anachroniczność. Natura i industrialne szaleństwo. Podróżowanie i powrót do domu. Fantazja i rzeczywistość. Sen i jawa. Ta dychotomia obecna jest w całym dorobku tego wybitnego pianisty i kompozytora.
John Taylor zmarł na atak serca 18 lipca 2015 roku, doznał zawału podczas koncertu na festiwalu Saveurs Jazz we francuskiej miejscowości Segré. Mimo szybkiej akcji reanimacyjnej, podjętej jeszcze na zapleczu sceny, nie udało się go uratować. Miał 72 lata.
autor: Mateusz Krępski