Bleue Mélancolie – romantyzm, eklektyzm i... fantazja. Te trzy słowa definiują muzykę zawartą na debiutanckiej płycie Karola Dobrowolskiego. Uformowany przez maestro Didiera Lockwooda, gra jednak swoje, wykracza poza ramy wirtuozerii. Nieprzypadkowo grał z tak wieloma znakomitościami sceny jazzowej w Polsce (m.in. z Wojciechem Karolakiem, Michałem Urbaniakiem czy Zbigniewem Namysłowskim), ale także z Nigelem Kennedym. Prowadzi w Paryżu – gdzie mieszka – dwie formacje, które inspirują się jazzem manouche (Stéphane Grappelli, Django Reinhardt) czy orientalnym ethno.
Bleue Mélancolie to siedem autorskich kompozycji Dobrowolskiego, które łączy wspólny muzyczny język i polsko-francuska melancholia. Projekt dopełnia Après la pluie [04] francuskiej kompozytorki Valérie Sabbah. Każdy utwór to melodia, do której chce się powracać, to jakby tematy filmowe poszukujące swojego scenariusza. Twórczy eklektyzm odnajdziemy np. w La promenade des montagnards. Jest tu mieszanka Bacha, folku, muzyki cygańskiej, góralszczyzny oraz jazzu. I jak zagrane! Troje skrzypiec, dwuosobowa sekcja smyczkowa, sekcja rytmiczna prowadzona od fortepianu, a na dodatek gitara cygańska. A kto gra na tej płycie obok lidera? Raczej zapytajmy, kto tu nie gra! Skrzypcowi wirtuozi: Roby Lakatos (węgierski Rom, wylansowany przez samego Yehudi Menuhina) czy Alexis Cárdenas (Wenezuelczyk, wieloletni współpracownik Richarda Galliano). Gościnnie Giovanni Mirabassi, jeden z największych pianistów jazzowych. Są również wirtuozi instrumentów „koloraturowych” – Ziggy Mandacé na gitarze cygańskiej czy Greg Zlap (vel Grzegorz Szłapczyński) na harmonijce, jest też tenor Borysa Janczarskiego. I nie ma tłoku, proporcje między instrumentami wyważone, wszystko bardzo subtelne, bez poczucia przeładowania. Nie ma nadmiaru nut, każda jest na swoim miejscu, subtelnie wyartykułowana. Last but not least, realizatorem dźwięku był Marc Berdugo, z zawodu fizyk, ale pasjonat muzyki, lau....... więcej