"Głos jest czymś bardzo charakterystycznym, wręcz intymnym dla każdego z nas - a przede wszystkim czymś bliskim skórze: podczas gdy przy dźwiękach instrumentu jego ciało zawsze stoi między muzyką a nami, kiedy śpiewamy, jesteśmy zawsze bezpośrednio sobą" Kiedy Matthieu Saglio mówi o ludzkim głosie, 45-latek wpada w zachwyt - i dlatego było naturalne, że poświęcił swój nowy album temu dźwiękowemu odbiciu naszej duszy: "Voices".
Jednak urodzony we Francji muzyk jest tak naprawdę wiolonczelistą. Od ósmego roku życia poświęcił się całkowicie grze na czterech strunach i po studiach klasycznych w Konserwatorium w Rennes zbudował na swoim instrumencie mosty do jazzu i flamenco, muzyki ludowej oraz afrykańskich dźwięków i rytmów, a także włączył do swojej gry wpływy wizygockie i arabskie - nic dziwnego, skoro twórczy duch mieszkał przez ponad dwie dekady w Walencji, od tysięcy lat tyglu najróżniejszych kultur. Szczególnie jednak wiolonczela jest bardzo bliska ludzkiemu głosowi w różnorodności jego barw i technik i jest otwarta na tak wiele kierunków, stwierdza Saglio: "Mogę grać smyczkiem jak skrzypek, skubać jak gitarzysta lub przenosić harmonię utworu linią basową. Przy tym wszystkim zawsze pozostaje najbardziej intymnym ze wszystkich instrumentów, który dotyka ludzi bezpośrednio na każdym koncercie, niezależnie od tego, gdzie na świecie gram"
Tak powstał pomysł, aby wykorzystać ten bardzo globalny moment jego wiolonczeli do wielkiego muzycznego uścisku głosów naszej ziemi: z jednej strony w jego zespole z perkusistą i perkusjonistą Steve'em Shehanem, artystą klawiszowcem Christianem Belhomme i skrzypkiem Léo Ullmannem - "po moim ostatnim albumie z tak wieloma gośćmi, tym razem chciałem skupić się na moich niesamowitych kolegach z kwartetu". Z drugiej jednak strony także na tak różnorodnych barwach dźwiękowych ludzkiego organu dźwiękowego w kulturach tej ziemi. "Oczywiście nie da się w dwunastu utworach oddać wokalnego hołdu wszystkim głosom naszego świata" ....... więcej