"Lubię kontrast pomiędzy moimi albumami" - mówi Stephen Wilkinson aka Bibio. "Kiedy kończę album, pragnę zrobić coś innego na następny".
Bardzo widoczne to jest na jego nowym - dziesiątym już albumie, zatytułowanym "BIB10". W ciągu całej kariery z wdziękiem poruszał się między elektroniką, ambientem, folkiem, popem, indie, funkiem, soulem i każdą inną dźwiękową ścieżką, którą zdecydował się obrać. Po "Ribbons" z 2019 roku, albumie, który opisuje jako "organiczne" z "psycho folkową wibracją", na potrzeby płyty "BIB10", zdecydował, że chce użyć więcej syntezatorów, maszyn perkusyjnych i gitar elektrycznych. "Chciałem, żeby ten album był bardziej dopracowany i gładki" - mówi. "Ale nie 'doskonale zaprogramowany'. Moje wpływy w produkcji studyjnej pochodzą głównie z lat 60-tych, 70-tych i 80-tych, kiedy rzemiosło było zupełnie inne – uzyskanie bardziej dopracowanego brzmienia, bez wypierania z niego człowieczeństwa, było częścią etosu".
Rezultatem jest album pełen groove'u, zapętlonych gitarowych zagrywek, zamknięty w hipnotycznych wirach, radosnych funkowych bitach, jedwabistym disco, teksturowych eksploracjach soulu, który brzmi jak nikt inny niż Bibio. Dźwięk jest bogaty, głęboki, soczysty i przywołujący promieniujące ciepło.
Mimo, że "BIB10" sprawia wrażenie jednego z najbardziej elektronicznych prac Bibio, jego podstawy są mocno osadzone na gitarze. Nawiązuje do tego okładka albumu autorstwa Roberta Beaty (Tame Impala, The Weeknd, Oneohtrix Point Never).
Podczas gdy otwierający album singiel „Off Goes the Light”, ukazywał właśnie gitarową stronę płyty, drugi promujący utwór "Potion" pokazuje, jak Bibio podąża na nowe tereny z ukłonem w stronę Prince'a - nie tylko poprzez wokal, ale także ogólne brzmienie, które emanuje ekspansywnym, futurystycznym elektronicznym funkiem.
....... więcej |