Nikogo, kto lubi muzykę rockową nie trzeba przekonywać, że zniknięcie The White Stripes byłoby niepowetowaną stratą - już choćby tylko dlatego, że duet firmował jedne z najważniejszych płyt pierwszej dekady XXI wieku: „White Blood Cells" (2001), „Elephant" (2003) i „Get Behind Me Satan" (2005), które przetarły drogę dla całego nowego pokolenia wykonawców.
Na szczęście okres niepewności, co do dalszych losów The White Stripes mamy już za sobą. Wydanie „Icky Thump" zbiega się z 10. rocznicą działalności The White Stripes, która dokładnie przypada na 14 lipca, czyli narodowe święto Francji upamiętniające zburzenie Bastylii. Owa „rewolucyjna" zbieżność jest jak najbardziej na miejscu, bo już trzy pierwsze albumy zespołu, „The White Stripes", „De Stijl" i wspomniany „White Blood Cells" należały do tych pozycji, jakie - obok nagrań The Strokes z Nowego Jorku czy The Hives ze Szwecji - zamknęły z hukiem lata 90., zainicjowały radykalny przewrót w rocku i zwrot w stronę energetycznego, garażowego grania. Osadzone w tradycji tak rock and rolla, jak i muzyki ludowej, obie te płyty stworzyły solidny fundament dla dalszej, niezwykłej ewolucji duetu z Detroit, który coraz śmielej, z mieszaniną szacunku i obrazoburczej nonszalancji, rozpoczął swoje potyczki z historią muzyki amerykańskiej. Ich efektem były dwie bardzo różne, ale jednako znakomite ostatnie płyty: silnie osadzony w idiomie bluesowym „Elephant" i wielowątkowy stylistycznie i przewrotny w swym kompleksowym podejściu do amerykańskiego dziedzictwa muzycznego „Get Behind Me Satan". Ten drugi album okazał się nie małym zaskoczeniem dla fanów, dość nieoczekiwanym odejściem od wcześniejszego stylu - ale to dlatego, że w całości skomponowany został przy fortepianie, a nie, jak poprzednio, z gitarą.
Na „Icky Thump" fortepian poszedł do lamusa, wróciła gitara, a wraz z nią ostre, rock'n'rollowe gra....... więcej