Wiley, pionier, założyciel i nieustanny innowator, wydaje swój nowy (i prawdopodobnie ostatni) album. Album będący powrotem do eksperymentatorskiego tygla Wschodniego Londynu, w którym powstaje muzyka znana jako grime. „Playtime Is Over” jest wszystkim, co w muzyce i świecie, który ją stworzył najbardziej brutalne, śmieszne, inteligentne, przerażające, postawione na ostrzu noża i poruszające.
Przez wszystkie 15 nowych kawałków na nowej płycie Wiley opowiada historie swojego życia i środowiska, odsłaniając jednocześnie swoją wrażliwą stronę, która nie powinna być zaskoczeniem dla nikogo, kto miał okazję poznać go osobiście. Co więcej, pod swoje opowieści podkłada niezmiennie świeże bity, których jakości w krótkiej, ale pełnej różnych incydentów historii grime’u nikt nigdy nie przebił.
Większość muzyki na „Playtime Is Over” to efekt produkcji samego artysty. W kilku numerach pomogli mu JME i Maniac. Gościnni MCs i wokaliści również zostali starannie dobrani. Swego czasu konkurent i wschodząca gwiazda Scorcher użycza swojego muzycznego flow we „Fly Boy”, a niemożliwie gęsta nawijka Jukie Mundo złowieszczo pogrzmiewa na „Stars”. Nad wszystkim panują piszczące klawisze, elastyczny bas i łomoczące bity w niepodrabialny sposób zespawane przez samego Wiley’a w chwytliwe, ale hałaśliwe eksplozje.
Jako prawdzwie niezależny artysta, Wiley niedawno ogłosił, że po wydaniu „Playtime Is Over” przestanie być MC. Z całą pewnością grime będzie teraz dużo biedniejszy bez tych wszystkich opowieści i legend, których inspiracją był i jest ten niesamowity człowiek.