composed and performed by robert piotrowicz
recorded on 25.12.2005 and 16.01.2006
mixed on different periods of 2007
mastered by Robert Piotrowicz
all sounds from analog modular synthesizer (Doepfer A100)
thanks: Wojciech Mszyca, Macio Moretti, Anna Zaradny
Editor's info:
"Lasting Clinamen" is another step further in one of the most adventurous Polish experimental musician's quest for new sounds. In the four pieces on this CD Robert Piotrowicz takes his explorations of modular analogue synthesiser to a new level. While his previous releases were action packed experiments with the possibilities of the instrument, the new one is a statement from an artist who knows exactly what he wants to achieve. Robert has mastered his skills and feels confident with his tools, enough to focus on the very nature of carefully selected and crafted sounds.
This album is all about power. The raw power of sound, it's presence and change in time, it's depth and inner structure, it's pulse and volume. Masterful building of tension has always been one of Robert's music qualities. This time he achieves it by means of balancing the static and dynamic elements of sound. Powerful drones of the first and the third track, solid as a rock, reveal rich and detailed texture of constantly fluctuating, layering and oscillating sonic details. Growing in volume, they keep on evolving until they vanish. Repetitive, yet shifting pulse of the second track, vibrates with unearthly bass, mesmerizing and frightening. The last track builds form alien echoes floating over low frequency soundscape to another mighty manifestation of eternal drone, only to fade away in silence.
This recording confronts you with the sheer sound in it's purest form, as powerful as it gets. Overwhelming, sometimes painful, always beautiful.
Info wydawcy:
"Lasting Clinamen" to kolejny krok naprzód na artystycznej ścieżce jednego z najśmielszych polskich muzyków eksperymentalnych. W czterech utworach zawartych na tym krążku Robert Piotrowicz wyznacza nowy poziom w swojej eksploracji modularnego syntezatora analogowego. Podczas gdy poprzednie wydawnictwa były w większym stopniu badaniem brzmieniowych ekstremów instrumentu, nakreślaniem granic jego możliwości, nowy album to zdecydowana wypowiedź dojrzałego artysty, który dokładnie wie co chce osiągnąć. Robert w pełni opanował swój warsztat i skupia się całkowicie na samej naturze starannie skonstruowanych i wyselekcjonowanych dźwięków.
Treścią tej płyty jest surowa potęga dźwięku, jego obecność i zmiana w czasie, głębokość i wewnętrzna struktura, puls i natężenie. Mistrzowskie budowanie napięcia zawsze było mocną stroną muzyki Piotrowicza. Tym razem osiąga je równoważąc statyczne i dynamiczne składowe dźwięku. Potężne drony pierwszego i trzeciego utworu, twarde jak skała, ujawniają bogatą i złożoną strukturę wciąż wibrujących, nakładających się na siebie i oscylujących sonicznych detali. Rosnąc w siłę, wciąż się rozwijają by w końcu zniknąć. Repetycyjny, lecz nie statyczny, puls drugiego utworu wibruje nieziemskim basem, hipnotyzującym i niepokojącym. Ostatni utwór z kosmicznych ech unoszących się nad oceanem niskich częstotliwości rozwija się w kolejne potężne objawienie wiecznego dronu, by ostatecznie rozpłynąć się w ciszy.
Ta płyta stawia słuchacza twarzą w twarz z dźwiękiem w najczystszej formie, potężnym i surowym. Przytłaczającym, czasem bolesnym, zawsze pięknym.