muzycy:
John Zorn: compositions
Ben Perowsky: Drums
Rob Burger: Piano
Greg Cohen: Bass
Editor's info:
In an easy listening mode, Alhambra Love Songs is Zorn's touching and lyrical ode to the San Francisco/Bay Area and the wonderful artists who have made it their home. Including tributes to artists as diverse as Vince Guaraldi, Clint Eastwood, David Lynch, Mike Patton and Harry Smith, the music is some of the most beautiful and soothing Zorn has ever written. Touching on the jazz/pop/funk trios of Vince Guaraldi and Ramsey Lewis, the music is scored for a remarkable piano trio of Rob Burger (Rufus Wainwright, Marianne Faithfull, Laurie Anderson), Greg Cohen (Ornette Coleman, Masada, Burt Bacharach) and Ben Perowsky (Uri Caine, Steve Bernstein, John Lurie). Evocative and endlessly listenable, this is perhaps the single most charming cd in Zorn's entire catalog, and will appeal to fans of Vince Guaraldi, Ahmad Jamal, Henry Mancini and even George Winston!
hacinski.wordpress.com:
Zorn w najlżejszej możliwej postaci. Może bez banalnych motywów rodem z "The Dreamers" - i chwała Bogu, choć w tym wypadku chyba bardziej Jehowie - ale wciąż bardzo przystępnie. Blisko do serii "The Book Of Angels" (nie tylko z uwagi na projekt okładki) i do dwóch przynajmniej odcinków "Filmworks": "Invitation To Suicide" i "The Rain Horse". Oba łączy zresztą osoba Roba Burgera, którego i tu Zorn obsadził w roli pianisty. Burger grywa lekko, czego dowodem współpraca z Norą Jones (to ten brakujący element łączący na mapie nowojorskiego jazzu ją i Zorna). Jest też elastyczny, bierze zarazem udział w sesjach Calexico, a obok fortepianu świetnie radzi sobie na organach. Elastyczny jest również Greg Cohen, który prócz okołomasadowych składów Zorna dorabia sobie jako współpracownik big bandu Woody�ego Allena (!). I nie po raz pierwszy zostaje bohaterem płyty Zorna (sam maestro nic tu nie robi poza napisaniem wszystkich utworów i czuwaniem nad wykonawcami). Tym razem jednak to nie jego gra na kontrabasie (na tym instrumencie grywa w Masadzie) decyduje o świeżości "Alhambry", tylko ekspresyjne, i lekkie zarazem utrzymane w szybkim tempie partie gitary basowej. Liryczny Burger i grający na perkusji doświadczony Ben Perowsky po prostu świetnie z nim współpracują. Przynajmniej tyle mogę wychwycić i pochwalić, płodność kompozytorska Zorna jest dla mnie czynnikiem wymykającym się jakiejkolwiek ocenie. Jeśli ktoś myślał, że po serii świetnych kompozycji Zorn obniży loty, powinien teraz wykrzyczeć to głośno, słuchając "Alhambry".