O debiutanckim albumie francuskiego producenta Jacksona Fourgeauda mówiono w samych superlatywach na długo przed wydaniem Smash. Dziś, w chwili gdy znany jest już cały materiał, stwierdzenia typu ”najlepsza płyta roku”, „najlepszy elektroniczny krążek od wielu, wielu lat” są na porządku dziennym. Rzeczywiście niezwykle barwna, zaskakująca i – teoretycznie - pełna sprzeczności twórczość francuza zachwyca i wymyka się jednoznacznym określeniom. W pełnych napięcia, ale i zachodzących za skórę melodii oraz groove’ów w nagraniach Jacksona, będącego w opozycji do większości tanecznych i elektronicznych „trójkolorowych” produkcji, acid house sąsiaduje ze zgrzytliwymi, pociętymi dźwiękami rodem z twórczości Aphex Twina (ale także z „Windowlickera”), cyfrowy glam rock z pozbawionymi beatu, bardziej abstrakcyjnymi utworami i rozbuchanymi, szalonymi opowieściami itd.
Na Smash głosu użycza ... mama artysty, 4-letni bratanek Jacksona czy nowojorski awangardowy raper Mike Ladd. Fourgeaud zapowiada, że chce nagrać przynajmniej cztery, powalające albumy. Cieszmy się na razie tym jednym, bo to słuchowisko na lata.