Zadziwiająca jest zdolność z jaką Bill Callahan potrafi każdym nowym materiałem publikowanym jako Smog tchnąć w tradycję piosenki nowego ducha. Co najważniejsze ten mający na swoim koncie mnóstwo albumów artysta, z roku na rok wydaje coraz lepsze płyty. Wydawało się że poprzedni krążek „Supper” do cna wyczerpał formułę songów ala Lou Reed, Nick Cave czy Johnny Cash. Niby w tych nowych piosenkach nie ma niczego odkrywczego, ale jednak każdy kolejny kontakt z „A River Ain`t Too Much To Love” robi ogromne wrażenie. Dynamicznie zagrane, piękne rockowe utwory i piękne alt countrowe ballady. Tym razem przynoszące oprócz smutku iskierkę nadziei.