muzycy:
BARRY GUY NEW ORCHESTRA
Barry Guy: bass
Agustí Fernández: piano
Evan Parker: tenor & soprano saxes
Mats Gustafsson: baritone & tenor saxes, fluteophone
Hans Koch: tenor & soprano saxes, clarinets
Herb Robertson: trumpet
Johannes Bauer: trombone
Per Âke Holmlander: tuba
Paul Lytton: percussion
Raymond Strid: percussion
Maya Homburger: baroque violin
Trevor Watts: alto sax
impropozycja.blogspot.com
"...Zaproszenie do Polski Barry Guy New Orchestra – zespołu złożonego z dwunastu najwybitniejszych muzyków sceny – to nie chleb powszedni i pewnie kolejna okazja nie przytrafi się szybko. Chylę więc nisko czoło przed organizatorami, Markiem Winiarskim i krakowską Alchemią, bo – jak konsekwentnie pokazują – właściwie tylko oni są w tym kraju gotowi na podjęcie tak ambitnych projektów.
Pierwszy wieczór rozpoczął solowy występ Agusti Fernándeza. Solo piano bywa dla mnie trudną formą, dlatego byłem przygotowany raczej na przeczekanie tego półgodzinnego setu. Cudownym zaskoczeniem było więc totalne podejście do instrumentu, które wydobyło z fortepianu zarówno jego perkusyjne, jak i strunowe oblicze. Agusti właściwie nie wychodził spod otwartego skrzydła, preparując brzmienia przy użyciu drewnianych deseczek oraz niezidentyfikowanych metalowych obiektów. To, co udało mu się w ten sposób stworzyć, miało więcej wspólnego z monumentalną kompozycją muzyki współczesnej niż z jazzem.
Następnie do Fernándeza dołączył Barry Guy. Może to odważne słowa, ale moim zdaniem, jeśli ktoś nie widział tego niesamowitego kontrabasisty w akcji, słyszał tak naprawdę połowę tej muzyki. Odpowiednia koncentracja zmysłów wzroku i słuchu na akcie powstawania muzyki pozwalała uporządkować dźwięki i tym samym więcej przyswoić. Poza tym, sposób obcowania Guya z instrumentem, absolutna symbioza ciała, umysłu i kontrabasu, to widowisko jedyne w swoim rodzaju. Guy tańczy z kontrabasem i niczym para kochanków unoszą się razem na muzycznej fali lub walczą ze sobą w miłosnym uniesieniu. Nie ma wątpliwości, kto jest stroną dominującą. Jeszcze nie opadły emocje, które wytworzył Barry, a na scenie pojawił się kolejny muzyk, słynący z dość niepoprawnej, absolutnie intymnej relacji z instrumentem. Zobaczyć Matsa Gustafssona solo i umrzeć, mógłby powiedzieć niejeden fan saksofonu. Coś w tym chyba jest, bo odkąd usłyszałem płyt....... more