Editor's info:
Charlotte Haesen, born in Amsterdam in 1987 and raised in the French-speaking part of Belgium, studied jazz singing at the Amsterdam University of the Arts. On a sunny Saturday afternoon, she sang French chansons at Amsterdam’s Noordermarkt, where she was discovered by viola player Odile Torenbeek.
Odile and Charlotte decided to put together a chanson programme anchored in a string quartet ensemble. Leading arrangers then ‘arrayed’ the chansons around Charlotte’s own, particular sound. The next step was the founding of Café des Chansons: Charlotte
Haesen plus four musicians from the Netherlands Philharmonic Orchestra.
They perform gems of the repertoire, including the great French classics by artists such as Barbara, Gainsbourg and Piaf.
Tradycja francuskiej piosenki kabaretowej sięga samych początków kabaretu. A trzeba wiedzieć, że to właśnie w Paryżu powstał pierwszy kabaret na świecie. Było to w roku 1881, kiedy to Rodolphe Salis założył w "Chat noir". Pierwszy niemiecki kabaret dla porównania powstał dopiero 20 lat później, czyli w roku 1901. To właśnie w kabaretach swój początek brała wyrafinowana tradycja piosenki francuskiej.
Powołana do życia formacja Café des Chansons przez wokalistkę Charlotte Haesen i altowiolinistkę Odile Torenbeek skupia się w swojej pracy na obu tych światach. Wydana właśnie przez Challenge Records druga płyta zespołu pod tytułem "Du Bout Des Yeux", skutecznie ożywia wieloletnią tradycję piosenki francuskiej z pogranicza artystycznego kabaretu. A to, co najmniej z trzech powodów.
Po pierwsze nietypowa obsada instrumentalna Café des Chansons, mamy tu do czynienia z klasycznym kwartetem smyczkowym, w składzie - dwoje skrzypiec, altówka, wiolonczela i fenomenalna Charlotte Haesen.
Po drugie wyraziste aranżacje Paula Prenena i Wijnanda van Klaverena.
Po trzecie w końcu niepodważalne kompetencje wykonawców, kwartet smyczkowy złożony jest z członków The Netherlands Philharmonic Orchestra. Dzięki nim znane wszystkim piosenki Georgesa Brassensa, Jacquesa Brela, Charlesa Aznavoura, czy Leo Ferré nabierają kameralistycznego sznytu.