O nowej płycie The Fever pisze się że to muzyczna wypadkowa kina Felliniego i Lyncha. Coś w tym jest bowiem nowojorska grupa w karkołomny sposób łączy mrok Baad Seeds z delikatną melancholią piosenek Beach Boys. Elementy psychodelicznego kabaretu na „In The City Of Sleep” w gładki sposób przechodzą w kubański funk, by po chwili zanurzyć się w melancholii pięknego „Circus Girl”. Znakomity album, a biorąc pod uwagę średnią tegorocznych rockowych sensacji to prawdziwe objawienie.