muzycy:
Evan Parker (tenor & soprano saxophones)
Matthew Shipp (piano)
Liner Notes:
At the antipodes of battles, the music of this duo, both delicate and precise, delivers its meditative comments in the warmth of the lung. It is very beautiful, it imposes a form of pacifist listening which tends to respect the moment and ends up giving you back some blast. Of course, there's the control of volume and progression in this improvised set, as well as the imbalance induced by the length of the two tracks on this record. But above all, there is also what Oliver Sacks, British neurologist who died in 2015, called “a listening carried out intuitively”. With a grace as tenuous as it is bold, a dramaturgy of the minuscule and the organic is born, a form of floating beauty at the sole service of the pulse. Guillaume Malvoisin, excerpt from the liner notes
spontaneousmusictribune.blogspot.com:
Panowie Shipp i Parker spotykają się na srebrnym dysku bodaj po raz trzeci. Pierwszy jest legendą amerykańskiego free jazzu, drugi legendą wszystkiego, co wartościowe w muzyce swobodnie improwizowanej po tej stronie Atlantyku od ponad pół wieku.
Tym razem los (kierowany bystrym strumieniem kreatywności organizatorów) zetknął ich we francuskiej Miluzie (Théatre de la Sinne), w ramach Festival Météo, jaki odbył się latem 2017 roku. Wybitny pianista i równie wyjątkowy saksofonista zagrali długi set zasadniczy, który potem skwitowali zwinnym encore. Całość obcowania z ich sztuką - jakże wysokich lotów! - zajmie nam dokładnie 55 minut i 10 sekund. Dysk dostarcza francuski Rouge Art. Records.
Muzycy, jak przystało na wytrwanych lisów scenicznych, proponują stosunkowo łagodne otwarcie koncertu. Ciepły tembr saksofonu tenorowego, wystudzone klawisze post-klasycznego fortepianu. Pierwszy stopień dynamiki łapią wspólnie, ale – póki co – donikąd się nie śpieszą. Pracują na dużej swobodzie, dobrze szukają dramaturgicznych punktów zaczepienia i narracyjnych kantów (zwłaszcza Shipp), incydentalnie wpadają w krótkie, bardziej żwawe przebieżki. Pierwszym, który milknie jest Parker, pozwalając Shippowi na fortepianowe solo. Powrót saksofonu następuje dość szybko, ale tembrem dalece zadumanym. Siła spokoju, która nie musi jednak długo szukać pretekstu do narracyjnej intrygi. Opowieść toczy się dość wartko, bez sekundy nudy. Muzycy potrafią docisnąć, uderzyć w mocniejsze tony, a po ułamku sekundy sunąć niespodziewanie lekkim strumieniem dźwięków, niezależnie od poziomu dynamiki. Innymi słowy - perfekcyjnie sterują dramaturgią (tu znów duży plus, szczególnie po stronie pianisty).
Tuż przed 14 minutą mamy kolejne solo pianisty, bardzo wystudzone, z zejściem niemal do gołych strun. Parker sięga po saksofon sopranowy, zaczyna ekspozycję znów odrobinę zadumany, ale wszystko wskazuje na to,....... more