muzycy:
Lewis Jordan: alto saxophone, poetry
Istvan Grencso: tenor saxophone, bass clarinet, duduk
Hans Van Vliet: trombone, trumpet, rap
Robert Benko: double bass (left side)
Erno Hock: double bass, bass guitar (right side)
Szilveszter Miklos: drums
Editor's info:
Until two years ago István Grencsó was totally unknown to me. I first heard his music on the BMC recording Homespun in Black and White with his Open Collective. The power and dynamics of this coherent playing ensemble immediately overwhelmed me. Their live set at the Jazzforum Budapest 2010 and a couple of weeks later at the Jazz!Brugge festival was a confirmation of their quality.
Liner Notes:
Until two years ago István Grencsó was totally unknown to me. I first heard his music on the BMC recording Homespun in Black and White with his Open Collective. The power and dynamics of this coherent playing ensemble immediately overwhelmed me. Their live set at the Jazzforum Budapest 2010 and a couple of weeks later at the Jazz!Brugge festival was a confirmation of their quality. The band has a very particular lineup with two double bass players: Róbert Benkő and Ernő Hock. The latter doubles on electric bass guitar adding some special effects that provide some extra bite to the total sound. Together with drummer Szilveszter Miklós they form a solid base for adventurous improvisation. Dave Wayne (in 'Jazz Review') considered István Grencsó as "one of the iconoclasts who write and perform vital, socially-conscious new music which is as cutting-edge as anything going on in New York City." The music on this album is hard core jazz (to paraphrase the late Art Blakey) indeed, with a pinch of blues and experimental rock, but always with respect for the tradition.
The CD opens with the melancholy Over the River, Under the Bridge with the tortured electric bass guitar solo intro creating a desolate atmosphere. There's unison blowing, with István on bass clarinet and a small trio improvisation (double bass, bass guitar and drums) leads to Lewis Jordan's "Poem for the Homeless".
The title track is a joyful, steaming and muscular composition that features both Ernő Hock (bowing his double bass) and trombonist Ha....... more
"Lewis Jordan to saksofonista nieznany. I nie dotyczy to tylko Polski czy Europy. A szkoda, bo o tym jak niezwykły i znakomity to muzyk świadczy dobitnie najnowsza jego nagranie, które właśnie ukazało się nakładem Budapest Music Center. Jordan to dzisiaj starszy już pan, po sześćdziesiątce. Urodził się w San Francisco, ale dorastał i kształcił się w Chicago, sercu jazzowej i bluesowej muzyki, gdzie wtedy rodziła się scena AACM-u. Wszystko to - zwłaszcza tradycja bluesowa - wywarło wielkie wpływ na jego muzykę i pobrzmiewa do tej pory w jego twórczości. Pierwsze muzyczne kroki na jazzowej scenie stawiał u boku Charlesa Tylera (niegdyś współpracownika Alberta Aylera), później koncertował i nagrywał z tuzami amerykańskiego frez jazzu: Anthonym Braxtonem, Lisie Ellisem, Sachiko Nakamurą, Jamesem Newtonem, Donaldem Robinsonem czy Cecilem Taylorem.
Istvan Grenco to jeden z najbardziej znanych i cenionych węgierskich saksofonistów, od lat stały współpracownik Gyorgy Szabadosa. Znajomość z Lewisem Jordanem zapoczątkowana została w 1993 roku, na Mediawave Festiwal. Od tamtej pory także datuje się ich współpraca, chociaż zarejestrowany w 2009 roku materiał jest ich pierwszym, oficjalnym nagraniem. Większość tu zawartych utworów to autorskie kompozycje muzyków septetu - do części z nich Lewis Jordan deklamuje (lub raczej skanduje) swoją poezję, mocno osadzoną w amerykańskiej, czarnej tradycji. W muzyce zespołu współgra wiele elementów - mocno słychać zwłaszcza bluesową tradycję, chociaż samą formuła grania prezentowana przez septet wywodzi się zdecydowanie z frez jazzowej tradycji. Pobrzmiewają tu dokonania Sun Ra Arkestry, ale także wczesnych big bandów. Niewiele za to jest w ich muzykowaniu tradycji europejskiej, chociaż czasami odnaleźć można odwołania do muzyki węgierskiej.
Podobnie jak na poprzednim albumie sięgają po standard - kompozycję jednego z jazzowym tytanów. Tam był to Ornette, tym razem jest to Rahsaan Rolad Kirk. I podobnie jak wtedy - efekt jest ....... more