Maniac (Cold):
Daleki jestem od zachwytów nad muzyczną twórczością naszego mieszkającego w Teksasie rodaka Smolkena. Od dysonansów zawartych w muzyce jego Dead Raven Choir wypadają plomby z zębów, a głos Smolkena powoduje więdnięcie kwiatów w wazonach. Niech mnie jednak drzwi ścisną, jeśli dokonania pana Smolkena nie są warte uwagi. Dead Raven Choir nie tylko poprzez swą muzykę powoduje przykre dolegliwości, ale również niezdrowo zaciekawia.
Pierwsze pytanie. Czy uważasz, że muzyka powinna przede wszystkim straszyć? Zadaję to pytanie z całą odpowiedzialnością, po kilkukrotnym przesłuchaniu twej płyty.
Nie... jedyne, co muzyka powinna, to składać się z dźwięków. Poza tym może służyć różnym celom: może straszyć, pouczać, dodawać halucynacjom narkomana kolorów itd., czy po prostu sprawiać przyjemność. Mnie raczej chodzi o to ostatnie.
Skąd pomysł na tak pełne sprzeczności kompozycje? Z jednej strony sielankowo brzmiące akustyczne instrumenty: gitara, kontrabas, mandolina, a z drugiej: fałszywe tony wydobywane z tychże instrumentów, rozstrajające nerwy dysonanse, łamiący się głos, akcentujący słowa w twardy, nienaturalny sposób. Czy celowo poddajesz słuchacza katuszom? Czyżby muzyka DRC przeznaczona była dla dźwiękowych masochistów?
Wszystko zaczyna się od tych dysonansów. Wydaje mi się, że brzmią one lepiej na akustycznych instrumentach - na elektrycznej gitarze wychodzi masywny bełkot, co może być i dobre, i muzykalne, ale ja wolę, żeby było słychać, jak te daleko ze sobą spokrewnione nuty współżyją. Skutki są, oczywiście, raczej dramatyczne. Reszta muzyki, żeby dobrze pasowała, jest równie niesubtelna.
Myślę, że jest to muzyka dla miłośników dramatycznych kontrastów. Dla masochistów to jest raczej Masonna, the Incapacitants czy Penderecki. |