Country Moog wpisuje się w ten sam nurt co Switched on Bach Wendy Carlos - powstał bardziej chyba celem oswojenia ludzi z epokowym wynalazkiem Roberta Mooga, niż jako porcja prawdziwej muzyki. Niemniej, o ile zestawienie Bacha z diabelskim syntezatorem mogło wydać się awangardowe lub obrazoburcze, o tyle zamach na ostoję amerykańskiej tradycji - bluegrass i country and western - wydaje się pomysłem hardcore'owym. Niniejsza kompilacja jest jednak dowodem na to, że pomysł się przyjął. Wyszła więcej niż jedna pozycja z moog country, choć podejrzewam, że Gil Trythall nie był na tyle odważny, by objechać ze swym repertuarem teksańskie puby. Może nie doceniam otwartości amerykańskiej prowincji, ale pewna scena z filmu Blues Brothers sama staje przed oczyma po pierwszych kilku sekundach płyty.
Nie wiem właściwie, jak ją traktować. Z jednej strony moog wydobywa z muzyki country elementy chętnie parodiowane przez innych, z drugiej strony często te standardy są okraszone naprawdę zadziornymi, robiącymi wrażenie brzmieniami i doskonałymi patentami, jak przetworzony wokal w Folsom Prison Blues. Całość wieńczy blisko kwadrans zdecydowanie bardziej eksperymentalnego wcielenia Trythalla, ujawniającego powiązania artysty z elektroniczną awangardą połowy zeszłego wieku. Całość jest pewnie po prostu kuriozum z czasów, gdy elektronika się hartowała, niemniej wypada mniej pretensjonalnie niż łzawe alt country. Zabawnie i z większą dozą eksperymentu niż w wielu dokonaniach szumnie określających się tym mianem obecnie.
Mirt M|I 1.09