Hello to epka zawierająca pięć utworów. Mini-album jest interesujący z co najmniej kilku względów.
Po pierwsze - stanowi rozliczenie z pewnym okresem w twórczości zespołu - po nagraniu materiału z Folderem pożegnał się perkusista Marcin Miśkiewicz, a jego miejsce zajął Wojtek Pietras.
Po drugie - mimo, że płyta jest krótka, zespół zdołał zaprezentować na niej dwa diametralnie odmienne oblicza. Pierwszy to klasyczny mainstreamowy indie-rock (trzy utwory zarejestrowane w studiu Velur). To jakby głos: stać nas na to, by podbić listę przebojów Trójki i Eski Rock. Piszemy hity od ręki.
Drugie oblicze Folderu wygląda zupełnie inaczej. Introwertyczne nagrania lo-fi, nagrane w domu letniskowym w Krępkowicach to jakby informacja: mamy gdzieś showbusiness, gramy freak folk - jak chcemy i gdzie chcemy. Na tych nagraniach na pierwszy plan wysuwa się magnetyczna Asia Kuźma (tu zresztą Folderowi najbliżej do Asi i Kotów - solowego przedsięwzięcia wokalistki).
Tytuł płyty brzmi “Hello”, jakby muzycy chcieli się nią przywitać, ale to może być złudne, bo prawda o Folderze może brzmieć zupełnie inaczej. To raczej innego rodzaju hello. Hello! To nie takie proste jak myślisz. Folder nie jest łatwym do zaszufladkowania zespołem indie. Najlepiej to widać na koncertach, na których muzycy dają upust swemu zamiłowaniu do improwiacji, a czasem milkną zostawiając pole do popisu Asi.