"Zupełnie inaczej niż w klasyce nastawionej, drogą konkursową, na wyodrębnienie najlepszych interpretatorów, dość powszechnym zjawiskiem jest niechęć do solowych płyt jazzowych. "Odstraszają" słuchaczy monotonią i nudą wynikającą z przekonania, że jest to muzyka charakteryzująca się brakiem zróżnicowania kolorystycznego (przecież to tylko jeden instrument) oraz brakiem interakcji między muzykami. Są to jednakże przeświadczenia krzywdzące, o czym można przekonać się słuchając choćby ostatniej płyty solowej Daniela Levina "Inner Landscape", która na pewno nie jest jednostajna, aczkolwiek wymaga od słuchacza dużej koncentracji umożliwiającej docenienie bogatej wyobraźni artysty.
W muzyce Levina - co interesujące wiolonczelisty (w jazzie raczej mniej rozpowszechniony instrument) - brak sekcji rytmicznej rekompensuje perkusyjne podejście do instrumentu. Sam muzyk wyjaśnia, że jego wszystkie improwizacje powstały na skutek dokonywanych w czasie gry wyborów pomiędzy rodzajem brzmienia (klasyczne, jazzowe, folkowe, awangardowe), dynamiką (głośno, cicho), frazowaniem (płynne dźwięki, fragmentaryczne), sposobem artykulacji, wyborem pomiędzy graniem kształtów czy też barw. W efekcie muzyka Levina jest w ciągłym ruchu, a napięcie budowane jest drogą transformacji, ciągłych przekształceń oraz co najważniejsze drogą nieustannego kontrastowania wszystkich wymienionych elementów, który to proces Levin porównuje do budowania z klocków Lego swojego własnego alternatywnego świata, zaskakującego zarówno słuchacza jak i samego wykonawcę, stąd też tytuł płyty. Słuchając "Inner Landscape" odniosłam wrażenie, że jest to synteza całej wiedzy i doświadczenia muzycznego Levina, w której wszystko zmienia się, ale nie chaotycznie lecz precyzyjnie i pięknie jak w kalejdoskopie, "pajęczynie abstrakcji".
Zestawiając Levina, ze znanym polskiej publiczności, wiolonczelistą Fredem Longberg-Holmem, muszę stwierdzić, że są to skrajnie różne sposoby grania. Longberg-Holm inspiruje się "moc....... więcej |