Silver Mt. Zion to grupa prowadzona przez założyciela godspeed you black emperor! gitarzystę Efrima oraz dwoje innych członków Godspeed: Sophie i Thierry.
Zespół powstał, by w mniejszym gronie kontunuować to, co muzycy robią w ramach najbardziej znanego z ich projektów, czyli GYBE!.Pozwala im to w jakiś sposób uniknąc ograniczeń, jakie narzuca komponowanie i muzykowanie z dziewięcioma współpracownikami.
Efrim chciał także po prostu zrealizować parę własnych pomysłów muzycznych, które niekoniecznie dobrze wypadłyby w jego macierzystej grupie.
Rafał Księżyk (Antena Krzyku 2/2003):
Sam jestem zaskoczony, ale to pierwsza płyta z kręgu montrealskich anarchio-squatersów, która poważnie mnie oczarowała… Doceniam zaangażowanie i wkład Godspeed Your Black Emperor!, ale ich muzyka zawsze wydawała mi się nudnawa i przesadnie patetyczna. A już ich kameralistyczny satelita, The Silver Mt. Zion ze swą sekcją smyków kojarzyła mi się niebezpiecznie z cała tą marzycielską watachą kryptopinkfloydowatych mazgaji z Sigur Ros czy Radiohead. Tym większe i milsze zaskoczenie. Mt. Zion wreszcie zabrzmiał tak konkretnie, jakby tego oczekiwać sądząc po zaangażowaniu grupy. Album podejmuje temat wyniszczania lokalnych społeczności w dobie globalnego kapitalizmu. Nie tylko samo przesłanie muzyki, ale i jej metoda odnoszą się do tego problemu. Oto bazowy sekstet Mt. Zion wystepuje wsparty przez kilkunastu przyjaciół, którzy zawiązali amatorski chór, wspomagają zespół wokalnie i grając na instrumentach perkusyjnych. Przypomina to motyw z brytyjskiego kina społecznego, ale efekt kooperacji tej naturszczykowskiej wspólnoty jest wspaniały. Muzyka Mt. Zion nie wytraciła do końca patosu, ale oczyściła się z banalnie lirycznych smętków prog rocka, na rzecz surowszych klimatów folkowo-etnicznych. Ich rozwlekłe kompozycje, nagle stały się lotne przybierając formułę ludycznych, rebelianckich hymnów. Doszło do wspaniałej reorganizacji ekspresji....... więcej