Życie jest niekiedy przerażające. ‘Day Fever’, album, którego nazwa, trochę żartobliwie, pochodzi od przestarzałego eufemizmu histerii, jest tego wyrazem.
Jest to pierwsza od czterech lat płyta indie-popowej artystki występującej pod pseudonimem Dear Reader. Album jest spojrzeniem wstecz, które wokalistka i kompozytorka Cherilyn MacNeil wyraziła w ciągu dziesięciu dni spędzonych w studiu Tiny Telephone Johna Vanderslice’a w San Francisco. Jak sama mówi z uśmiechem, ten album jest "psychologicznie bolesny".
Mieszkająca w Berlinie, pochodząca z RPA artystka, wybrała się do San Francisco, by dokonać dużych zmian w podejściu do nagrywania. Dobrze znany ze współpracy ze Spoon i The Mountain Goats, producent, a także muzyk grający według własnych zasad -Vanderslice - zdobył wyjątkowy status w świecie analogowego nagrywania. Świecie, który dla Dear Reader był zupełnie obcy, zanim zdecydowała się nagrywać w Tiny Telephone. Wszystko było rejestrowane na taśmie, bez możliwości cyfrowego poprawiania małych błędów.
„Znalazłam się w świecie, w którym nie było tego wszystkiego, co dawało mi poczucie komfortu” – mówi Cherilyn, przyznając, że początkowo utrata kontroli była dla niej przerażająca. Pamiętała sesje nagraniowe, gdy na przykład nie wymawiała na końcu słów „s”, przez co musiała powtarzać to kilka razy. Vanderslice przekonał ją jednak, by zostawić te małe błędy, uznając niedoskonałość jako element, który wpływa na wyjątkowość i szczerość całej muzyki.
W końcu MacNeil przyznała, że jej decyzja pracy z Vanderslice'em, zamiast samodzielnej produkcji w Berlinie, była dokładnie tym, czego potrzebowała. Dodatkowo, ta praca dała jej dużo radości. Zanim poleciała do San Francisco, siedziała w swoim pokoju, tworząc samotnie muzykę przez trzy lata. Nagrywanie na taśmie, sprawiło, że narracja i wykonawstwo płyty, jak sama mówi, zostało pozbawione „edytowania życia̶....... więcej |