Słuchanie tej płyty jest niczym odczytywanie prastarych manuskryptów ze starej książnicy. Amerykański muzyk, który od ponad 20 lat pełni funkcję kuratora Archiwum Alana Lomaxa w Association for Cultural Equity, sięga po Tehillim, starotestamentową Księgę Psalmów. Nie jest pierwszym, który porywa się na to wyzwanie. Wystarczy wspomnieć kompozycję "Tehillim" z 1981 roku amerykańskiego kompozytora Steve'a Reicha, który stworzył dzieło wielkoformatowe, zarówno jeśli chodzi o 20-osobową obsadę, jak i wpisanie jej w kompozycyjne ramy współczesnej awangardy.
Psalmy są wspólną tradycją dla katolików, protestantów, wyznawców prawosławia i Żydów. Były i są wykonywane pod każdą szerokością geograficzną. Od śpiewu bizantyjskiego, po negro spiritual. Od chorału gregoriańskiego, po współczesne wersje muzyków rockowych i reggae. Od tradycyjnych śpiewów Żydów z Etiopii, po XX-wieczne wersje autorstwa Leonarda Bernsteina.
Nathan Salsburg wybrał drogę odmienną, intymną i osobną. Z wielką czułością, medytacyjną mocą śpiewa po hebrajsku zróżnicowane pod względem gatunkowym te pieśni początków, które są niczym innym jak źródłem poezji, tej ludzkiej i natchnionej. Przy pierwszym kontakcie uwagę zwraca świetna, oryginalna produkcja, sytuująca się na granicy rzeczywistości i hipnotyzujący rytm narracji. Oniryczny wręcz, ale niejednoznaczny. Wąska grupa akompaniujących jemu muzyków, z Joan Shelley i Willem Oldhamem na czele, umiejętnie dopełnia ten baśniowy świat dźwięków. Powolne tempo narracji tworzy iluzję – złudzenie muzyczne - prowadzące do procesu przywracania pamięci. Tlące się leniwie kompozycje, które powstały w latach 2016-2019, zaplecione są zaskakująco gęsto, poprzetykane filigranowymi detalami, które ujawniają się dopiero przy kolejnych przesłuchaniach.
Nathan Salsburg, podobnie jak kiedyś Steve Reich, w poszukiwaniu swojego duchowego Graala, stworzył arcydzieło, wymykające się łatwej ocenie.
Autor: Tomasz Konwent