Rodrigo Amado: tenor saxophone
Miguel Mira: cello
Gabriel Ferrandini: drums
"Najnowsze trio dowodzone przez portugalskiego saksofonistę i improwizatora Rodrigo Amado to świetny przykład muzykę improwizowanej opartej nie na eksplozji nagromadzonej energi czy przeciwstawieniu sekcji rytmicznej liderowi grającemu na instrumencie solowym, ale muzyki w pełni demokratycznej, gdzie o wszystkim decyduje inwencja i zdolność kreacji każdego ze współtworzących je instrumentalistów.
Amado dał się już poznać jako sideman (choćby płyty Dennisa Gonzaleza) czy lider własnych składów (Lisbon Improvisation Players) - tym razem, podobnie jak w trio z Nilssem-Lovem i Kentem Kesslerem, należałobygo widzieć jako współtwórcę zespołu. Amado jest od samego chyba początku pokrewną duszą wspomnianego już powyżej Gonzaleza - podobnie jak on porusza on w rejonach "delikatnego free jazzu". Delikatnego - bowiem nie ma tu wiele drapieżności ani rzadnych odwołań do noise'u czy też ostrych gatunków rocka. Nie ma też wiele odwołań do bebopu co z kolei pobrzmiewa w muzyce choćby chicagowskich improwizatorów z Dave'm Rempisem na czele, ale i Joe McPhee. Gonzalez i Amado wybierają bowiem inną drogę - w ich muzyce więcej światła i słońca, radości i pogody ducha, chociaż Portugalczyk na opisywanej tu płycie wydaje się być bardziej drapieżnym muzykiem.
Nie mała w tym zasługa młodziutkiego portugalskiego perkusisty - Ferrandiniemu sporo brakuje jeszcze do trzydziestych urodzin, a opanowaniem instrumentarium czy drivem i energią imponuje już od kilku lat. Mocno odwołuje się w swej grze (także w technice) do dokonań starszego o dekadę Nilssen-Love'a, lecz powoli wykuwa własne brzmienie i indywidualny język. Tutaj to on inspiruje Amado do mocniejszego grania, potrafi - chociaż rzadko - determinować poczynania zespołu.
Muzyka na tej płycie nie ma przy tym charakteru kompozycji - o ile Dennis Gonzalez rzadko gra zupełnie free (najczęściej bazuje na komponowanych tematach) - to Amado od tego nie ucieka, chociaż, jak się wydaje narzuca partnero....... więcej