Na najnowszej płycie szwedzkiego pianisty "Blue Interval" dominuje wyraźnie odczuwalna melancholia, refleksyjność i wędrówka przez tony nocy.
Znakiem rozpoznawczym pianistyki skandynawskiej jest z jednej strony nienaganny warsztat instrumentalny, krystaliczne brzmienie fortepianu i zarażający słuchacza zmysł melodyjny. Wystarczy przywołać takich pianistów jak Tord Gustavsen, Soren Bebe, Esbjorn Svensson, Soren Kjaergaard czy Jacob Karlzon, aby dostrzec ten unikalny idiom, występujący w muzyce tej części świata. Jednak Magnus Hjorth, w odróżnieniu choćby od Torda Gustavsena nie gubi po drodze łączności z amerykańską tradycją pianistyczną, z bluesową frazą i kołyszącym swingiem.
Poprzednią płytę Magnusa Hjortha wypełniały kompozycje George'a Gershwina, jej tytuł "Gershwin. With Strings" wiele mówił o koncepcji interpretacyjnej pianisty. Sekcja złożona została z basisty Pettera Eldha i za perkusją Snorre Kirk. Do tego na skrzypcach Annasara Lundgren & Tove Wadenius, na altówce
Daniel Eklund i Karin Vettefors na wiolonczeli.
Nagrali oni piękny i subtelny album, podjęcie się interpretacji znanych tematów wybitnego amerykańskiego kompozytora jest dla jazzmana przedsięwzięciem karkołomnym, bo musi zmierzyć się z materią „ograną”, nierozerwalnie związaną z amerykańską kulturą. Skandynawscy muzycy stawiając na homogeniczność dzieła, zrezygnowali z nadmiernej ingerencji w strukturę kompozycji, choć zestawiając ze sobą jazzowe trio i kwartet smyczkowy Hjorth wyraźnie dał znać, że nie interesuje go "odgrywanie" gershwinowskich evergreenów. Jest na tej płycie jakaś nieokreślona przestrzeń, w której nie ma jednoznacznego podziału na liderów i akompaniatorów. Członkom kwartetu udało się między sobą zbudować wiele intrygujących muzycznych relacji. Hjorth ujawnił niebagatelny walor aranżacyjny, który zapewne jeszcze nie raz będzie nam przynosił w....... więcej