Czwarta część emocjonującego cyklu norweskiego drummera.
Od debiutu, od którego minęło siedem lat - "Blues Modernism" (Calibrated 2012), Kirk wydał jeszcze "Drummer & Composer" (Stunt Records 2017) i "Beat" (Stunt Records 2018). Począwszy od "Blues Modernism" mamy do czynienia ze składem pracującym na solidnym, ośmiocylindrowym silniku strightahaed jazzu. Oczywiście od czasów składów Arta Blakey'a czy Charlesa Mingusa przeszedł on aerodynamiczną modernizację, jednak szlachetny sznyt pulsującej pomysłami tradycji pozostał.
Nie wiem jak ten facet to robi, ale udaje mu się pogodzić dojrzałość, objawiającą się tutaj w pewności każdego dźwięku, każdego narracyjnego pomysłu z chłopięcością, która w jego muzyce charakteryzuje się lekkością muzycznej frazy i dziecięcą zwinnością instrumentalistów.
Taki dwoisty charakter lidera pozwala mu przyjąć swobodną pozę, jednak bez najmniejszych nawet śladów ostentacji, która w cyber-erze jest prawdziwym przekleństwem.
Swoista nieformalność artystyczna sprawia, że każdy z członków zespołu, wnosi do pozornie zamkniętego języka jazzowego maistreamu swoją dynamikę, co w efekcie daje zjawisko całkowicie autonomiczne, oderwane od wiernonaśladowczej praktyki współczesnych jazzmanów.
Zgodnie z tradycją zapoczątkowaną na pierwszej płycie, także tutaj mamy singlowy numer, jest nim tytułowy "Tangerine Rhapsody", ascetyczna precyzja obcuje tutaj z zaskakującym rozmachem. W stosunku do poprzednich płyt skład został odchudzony,
Wydana w 2012 roku "Blues Modernism" nagrana została w sextecie, zawierała osiem oryginalnych kompozycji lidera, charakteryzujących się melodyjnym tematem, umiarem i elegancją.
Kolejna "Drummer & Composer" z 2017 nagrana w septecie, była znakomitą kontynuacją poprzedniej płyty. "Beat" to ponownie sextet, teraz mamy kwartet poszerzony o amerykańskiego saksofonistę tenorowego Stephena Riley'a.
Ukazująca się na CD i na Vinylu "Tangerine Rhapsody" to po prostu modernistycz....... więcej